14 lipca 2012
Tydzień wcześniej według mapki od geodetów i architekta wyznaczyłem sobie położenie budynku z zapasowym metrem od obrysu ścian zewnętrznych i granic. (mogłem to zrobić trochę inaczej no ale… człowiek uczy się na błędach…)
Mapka z zagospodarowania terenu
Na 14 lipca zamówiłem koparkę by wybierać ziemię. Dziewczynę wysłałem do pracy przymusowej do Niemiec… (żartuję hellooo… sama pojechała
zostawiła mnie ale ok wróćmy do budowy).
Koparko ładowarka przyjechała do mnie ok 9.00. Zaczął sobie operator smarować sprzęt a my poszliśmy po ciągnik z przyczepą. Punkt 9 zaczęliśmy . Początkowo tylko na jeden ciągnik… latałem otwierać i zamykać burtę przyczepy a ojciec jeździł ciągnikiem. Po jakiś dwóch kursach operator koparki powiedział bym zostawiał otwartą burtę, przyśpieszy to prace… zrobiliśmy tak… jednak za każdym przejazdem zanim ojciec pojechał na łąkę i wrócił to operator zdążyłby spalić szluga… po kilku minutach mnie zawołał i powiedział bym załatwił jeszcze jeden ciągnik z przyczepą… pobiegłem szybko po wujka… teraz już jechaliśmy na dwa ciągniki… tak na bogato było…
widać jakiś ruch w końcu na posesji zaczął się robić
Sąsiedzi tylko łazili i się gapili… a co tam niech patrzą
Najlepsza była mina operatora jak wykopał kawałek przewodu elektrycznego… wyskoczył z koparki a minę miał nie tęgą… uspokoił się gdy mu powiedziałem że to stary przewód bo działka jest nieuzbrojona od dawna…
Ja tylko stałem i patrzyłem czy z przyczep wszystko zlatuje… Liczyłem kilka godzin na wyrycie tego dołka ale prace poszły tak szybko że zajęło to operatorowi zaledwie 4 godziny z przerwami niewielkimi na fajkę i jedzenie...
Po wybraniu ziemi koparkę wysłaliśmy na łąkę by trochę porównała wywiezioną tam ziemię…
A my czekaliśmy aż skończy by przystąpić do punktu kulminacyjnego tej jego wizyty…. Mianowicie wykopania korzenia o którym pisałem we wcześniejszych wątkach… koparkowy szybko zmienił łyżkę z szerokiej na wąską po czym ochoczo rzekł do mnie… „to weźmy się za tego korzonka”… i pojechał go obkopywać…
Zaczął z jednej strony, potem z drugiej… w międzyczasie próbował łyżką go poruszyć… ale on jak stał tak stał… im więcej on kopał, a korzeń się nie ruszał tym bardziej tracił on ochotę by dalej kopać…
W pewnym momencie wzruszył ramionami na znak że to chyba będzie ciężki temat do poruszenia i przestał kopać… ojciec podszedł do niego i powiedział ze ma kopać bo cały wjazd rozryty a ziemia która była wokół niego jest teraz w miejscu gdzie miał stanąć w najbliższym czasie garaż… podsunęliśmy mu pomysł by obkopał jeszcze od strony wjazdu… tak też zrobił… w pewnym momencie przekopał jakiś korzeń który go trzymał i zaczął się ruszać…
sęk w tym ze był tak duży że tą koparką nie dałby rady za chiny ludowe go stamtąd wytargać… mógł ważyć dobre 15 ton nawet…
Wysłałem brata po wujka by przyjechał ciągnikiem… i tak 100 i 120 koni po wielkich mękach wyszarpało ten korzonek… wujek go ciągnął przy pomocy liny a operator koparki jechał za nim i podnosił korzeń przednią łyżką… w powietrzu było czuć tylko zapach spalonego sprzęgła...
nad samym korzeniem zeszły dobre 3 godziny…
Korzeń w całej swej okazałosci
Wyryty dołek pod budowę domu... bylko go obmurować i mógłby robić za basen prawie olimpijski
Pozdrowienia dla czytających moje wypociny
Komentarze