16 maja 2012
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzia wracam do pewnego wątku... a mianowicie pewnej pozostałości po kasztanie którego ścieliśmy....
Ta pozostałość wystawała z ziemi na ok 20-30 cm i miała w obwodzie bagatela... tylko 300 cm
Tego pięknego dnia (nie tyle piękny był co pochmurny...) postanowiliśmy z bratem i ojcem zaatakować go... wzięliśmy szpadelek, kilofik i dwie siekierki i ruszyliśmy do boju....
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że to będzie walka z wiatrakiem... no ale bądź co bądź zapał był... moc była... więc nie było lipy
Zaczęliśmy go obkopywać, ciupać siekierkami, kilofami, zaś kopaliśmy, zaś ciupaliśmy aż posiadaliśmy ze zmęczenia... jak na taki "mały korzonek" miał pełno odnóg grubości rzędu 20 cm... powalczyliśmy jeszcze trochę... i daliśmy sobie z nim spokój...
Po kilku dniach dostałem od brata namiar na gościa który frezuje korzenie... umówiłem się zatem... przyjechał, popatrzył i rzekł... 700 zł nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać... z jednej strony to nie usuwało problemu bo on nadal był tyle że skrócony o głowę
a z drugiej strony... 700 zł to trochę za dużo więc już wolałem by on tam był... wpaadłem nawet na pomysł by go wypalić ale dalszy ciąg wydarzeń podsunął mi inny pomysł... lecz na jego wcielenie w życie musiałem poczekać do lipca
Odkopany korzonek
tu z innego profilu
Prawie uprzatnięty pień drzewa
Komentarze