4 maja 2012
Minęły lekko ponad dwa tygodnie od otrzymania decyzji z Urzędu Miejskiego odnośnie ścinki drzew... Umówiłem się z drwalem na 4 maja... akurat wypadał długii weekend więc był czas by wszystko uprzątnąć
Pamiętam że w ten dzień padał deszcz.... tak zwana godzina zero została wyznaczona na 7.00 rano ponieważ jest to pora bezwietrzna i nie ma obaw że drzewo poleci nie tam gdzie trzeba pod naporem wiatru. Jak pisałem we wcześniejszym poście drzewo było puste w środku więc też trudno przewidzieć jak się zachowa pień drzewa po jego podcięciu. By uniknąć nieprzewidzianych zdarzeń pożyczyłem linę od taty dziewczyny mojego brata... taką 30 metrową którą podczepiliśmy do ciągnika...
Samo ścinanie trwało kilka minut... drwal naciął pień z przodu robiąc klin... linka była podczepiona do ciagnika... zaczął z tyłu nacinać... w pewnym momencie drzewo zaczęło lecieć w kierunku w którym miało polecieć... ciągnikiem tylko je pociągliśmy by obrało wytyczony przez nas kierunek... runął na ziemię raz dwa... Szkoda tylko że puszczał paki bo gałęzie były całe z liśćmi....
Drwal pociął jeszcze grubsze gałęzie na mniejsze kawałki... a miał co robić bo kasztan w obwodzie miał 300 cm... skasował 100,00 zł i tyle go widzieliśmy... my jeszcze poodciągaliśmy na bok grubsze pnie by zrobić trochę porządku na działce... tym bardziej że było czym...
Spuszczone drzewo miało już liście....
Pomocne 100 koni przy odciąganiu gałęzi...
Zrobiło się więcej miejsca od razu...
Komentarze