6 października 2012
Po krótkiej przerwie w relacjonowaniu powracam. Może nie jest to jakiś spektakularny come back ale... ostatnio bardzo byłem w szoku jak zobaczyłem że tymczasowo byłem na 3 miescu ze wszystkich blogów pod względem aktywności, dlatego dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze
Wracając do mojej budowy... 6 paźniernika był bardzo wietrzny... jak chodziłem po placu to tylko słyszałem jak wiatr świstał między oknami i podporami stropu..
Tymczasem miałem zajęcie... szybko porozciągałem sznurki i zacząłem kopać fundament pod schody, poszło mi dość sprawnie bo po jakiś 2,5 godziny miałem go gotowego. Gorzej było potem... przyszedł sąsiad i gaduła straszna nie chciał sobie pójść przez co zmarudziłem z nim na rozmowie ok 2 godzin czau... nie zdążyłem nawet do końca zazbroić wykopu... na szczęście dużo nie trzeba było.
Krótka fotorelacja
jeszcze widać sznurki
A tu dzieło mojego pomocnika. Tym razem w jego rolę wcieliła się moja mama. Wyplewiła dość spory kawałek koło garażu z chwastów. Tak teraz wyglądało tam reprezentacyjnie
Komentarze