4 października 2012 - 13 dzień murowania
Zaś nachodzi mnie refleksja że tytuł tego wpisu powinien zostać zmieniony... nie murowanie a zalewanie... no ale mniejsza z tym... Niestety w związku z rannymi godzinami pracy nie byłem w stanie być przy zalewaniu stropu. Zaraz po pracy zniecierpliwiony ruszyłem szybko do auta by następnie po kilku minutach znaleźć się na budowie. Ojciec się krzątał tu i tam... była w miarę przyzwoita pogoda więc beton wylany juz trochę stwardniał... mogłem dumnie pochodzić po podłodze poddasza
Ogólnie reasumując:
- na garaż poszło ok 8 kubików z których ok 3 pełnych taczek operator wywalił mi na działce
- nad resztę budynku poszło ok 14 kubików wraz ze schodami z czego zostało też ok 3-4 taczek
Krótka fotorelacja:
W końcu miałem schody...
Widok na zejście ze schodów z góry...
Na tym zdjęciu widać wieche... moi majjstrowie się zbytnio nie wysilili... urwali gałązkę z mojej thui czym mnie trochę wkurzyli ze mi drzewko zdewastowali... u mnie niestety nie ma picia przed końcem roboty a oni byli dopiero w połowie
Od dołu strop był cały mokry... po tym jak go zlaliśmy wodą
A tu zaczątek moich schodów wejściowych... po długim łażeniu i skomleniu majstrowi w końcu się doczekałem ich wytyczenia... kosztowało mnie to jedyne 500 zł wraz z murowaniem z bloczków ich obrysu... zdzierstwo w biały dzień tym bardziej że nie zostały policzone w całej wycenie stanu surowego tylko potem doliczone osobno... ale już nie miałem chęci brać kogoś innego do ich murowania....
Jak się jeszcze okazało źle je wytyczył... nie policzył ocieplenia i wyszły o 20 cm krótsze... potem jak przyjechali po resztę sprzętu naprawiał swój błąd który wykryłem tłumacząc się że ojciec patrzył mu na ręce stara śpiewka która wcale mnie nie zdziwiła... powiedziałem tylko że za to bedzie po premii i kazałem mu to poprawić
Mogło by się wydawac że będzie zastój na budowie przez najbliższe 3-4 tygodnie bo tyle beton musiał twardnieć ale życie pokazało ze było inaczej... tym bardziej że terminy nieubłagalnie goniły nas do przodu...
Komentarze