5 lipca 2013
Przyszedł piąteczek jak to mówię... weekend zacząć musiałem w sumie dzień wcześniej pilnym telefonem do szefa że niestety w piątek mnie nie będzie w pracy... W sumie to bym był ale pojawił się mały problem... jakiś czas temu zamówiłem styropian i niestety ojciec musiał iść do pracy... a co za tym idzie nie było osoby kompetentnej do tego by odebrać zamówienie...
Na szczęście szef nie stawiał zbyt dużych oporów i udało mi się wysępić ten jeden dzień wolny (pod względem wolnego akurat nie moze na mnie narzekać bo się nie spóźniam ani nie biorę na żądanie a tym bardziej nie zawalam pracy... moją domeną jest to że jestem typowym biurasem urzędasem - nie pracuję akurat w żadnym urzędzie itp - pracuję od do... czyli 8 godzin dziennie i mnie nie ma... zawsze sobie powtarzam - szanujmy się
)
A wiec wszystko zaczęło się w czwartek po 15 otrzymałem telefon z hurtowni w której zamówiłem styropian że dostawa będzie w piątek. Wkurzyłem się bo mówiłem im że mają mnie poinformować dużo wcześniej by nie było takich sytuacjii jak ta opisana wyżej. No ale nic... nie zrobiło to wrażenia na ów pracowniku...
Piątek był dość parnym dniem... od rana kopałem ziemię obok garażu bo tam mi jeszcze został kawałek do wyrównania... telefon od kierowcy otrzymałem ok 11 że będzie za ok godzinę bo wyjeźdza z Opola... mineło nawet mniej czasu jak dotarł na miejsce...
Do miejsca rozładunku cofał tyłem... daleko od skrzyżowania nie miał bo zaledwie ok 300 m
Tak zgiął tandem że zablokował całą drogę... na szczęście rozładunek trwał ok 20 minut a w tym czasie nikt nie jechał... także ruchu nie zablokowaliśmy
Sajgon po rozładowaniu...
Ogólnie to patrzymy na jakieś:
- 120 paczek EPS grubości 150 mm
- 4 paczki EPS grubości 50 mm - i tu do dziś się zastanawiam po cholerę go brałem
Młodzież pomogła mi go znosić... jeden z pokoi o wym. 3x4 m był pełny pod sufit
No i trochę paczek musiało znaleźć się w garażu i w pokoju nad garażem...
W następnym wpisie trochę o tym czym się sugerowałem wybierając styropian
W trakcie jeszcze dziewczyna do mnie dzwoniła że utknęła w Łodzi i nie wiadomo czy złapie jakikolwiek autobus by do mnie przyjechać wiec psychicznie się już nastawiałem na wyjazd ale na szczęście mój majster dojechał w godzinach wieczornych... jak wziąłem walizkę do reki to myślałem że mi kręgosłup strzeli... heh
Miłego wieczoru i do następnego wpisu
Komentarze